planowanie-czasu-zarzadzanie-czasem-zaprojectowana-planner-bezbolesna-nauka-planowania
Organizacja czasu

Bezbolesna nauka planowania – 3. Lista zadań

Czas czytania ok. 4 min.

Macie tak czasami? Siedzicie w pokoju i myślicie, że coś macie zrobić. Następnie przechodzicie przez drzwi do miejsca, w którym macie to zrobić i już nie wiecie co to było? I wracacie na miejsce, w którym pomyśleliście, co macie zrobić, żeby przypomnieć sobie co to było, ale to nie działa?
No a jakże. Znacie. Kto nie zna niechaj pierwszy odśpiewa chwałę niebiosom za to jak wspaniałym i cudownym został urodzony.

Zapominanie to normalna sprawa. Nasz mózg przetwarza tyle informacji, że niezapominanie o niektórych rzeczach jest niemożliwe. I właśnie przez to drobne ograniczenie musimy zapisywać. Ale jak się okazuje, zapisywanie to też wcale nie jest prosta rzecz.

 

Lista zadań do wykonania

W związku z tym, że jesteśmy zapominającymi cielaczkami, warto robić tzw. listę zadań do wykonania. Pamiętacie jak podzieliłam zadania na bazę, której nie możemy zmienić, stałe elementy dodatkowe, którymi możemy zarządzać i elementy dodatkowe, których czas i miejsce wykonania są narzucone odgórnie? No. To świetnie. To lista zadań to właśnie te wszystkie rzeczy dodatkowe, których czas wykonania ustalamy samodzielnie. Ja w tym celu osobiście wykorzystuję na to momenty, w których nic innego nie jestem w stanie zrobić, albo wszystko inne mam już zrobione. Chociaż moja mama twierdzi, że zawsze jest coś do zrobienia. ZAWSZE.

 

Tysiące karteczek (nie)szczęścia

A teraz będzie magia. Sprzedam wam mój sposób na robienie list.
W związku z tym, że rzeczy do zrobienia z listy zmiennej pojawiają się zazwyczaj w różnych niespodziewanych momentach, nagle się okazuje, że nasza lista zadań rozproszona jest na 8765 karteczek i 2876 sms-ów i tutaj zaczynają się schody. Kiedy ja to zapisałam? A czego dotyczy skrót chlebełełe? Po jakiemu ja to zapisałam – po marokańsku?! Gdzieś miałam karteczkę z tym numerem – czekaj sprawdzę tylko 876543 karteczek, które mam pochowane po kieszeniach miliarda kurtek.
O tak. Odnajdowanie miliona karteczek w torebce, kieszeniach i pokrowcu na telefon. Forever in my heart.
W związku z tym, żeby uniknąć takiej sytuacji, znajdź jedno miejsce, w którym będziesz zapisywała takie zadania.

 

planowanie-czasu-zarzadzanie-czasem-zaprojectowana-planner-bezbolesna-nauka-planowania

 

I słuchaj… mogą to być karteczki. Ale pod warunkiem, że – właśnie – są w jednym stałym miejscu. Czyli nie, że chowasz je po kieszeniach kurtek psa Fafika, tylko w jednym miejscu. Ja na przykład mam w notesie przyklejone żółte karteczki z zadaniami do wykonania. Bo zamiast zapisywać brzydkimi bazgrołami notes, piszę na karteczce, a jak lista się zdezaktualizuje, to karteczkę taką wyrzucam. A miejsce zawsze jest to samo. Więc zawsze wiem gdzie szukać. I wam również polecam wypróbować taki system.

 

 

planowanie-czasu-zarzadzanie-czasem-zaprojectowana-planner-bezbolesna-nauka-planowania
Te błyszczące gwiezdne miejsca zawierają informacje, których nie mogę udostępnić, ale żeby łatwiej wam było to znieść, to zrobiłam z nich gwiazdy. Zdjęcie jak zwykle zrobione majtkami.

 

Tylko ja i moja czasoprzestrzeń

I kiedy już wpiszesz te wszystkie zadania w to jedno miejsce, to wróć do swojej rozpiski tygodniowej, w której zapoznawałaś się ze swoim czasem, albo stwórz nową. I popatrz na nią. I popatrz na te wszystkie wolne miejsca. I wpisz w nie te wszystkie zadania dodatkowe zmienne. I patrz jak one tam pasują. O matko jak one tam pasują! I wykonuj je wtedy. I ciesz się z tego, że je wykonałaś!

Między innymi dlatego też polecam robienie listy na takich karteczkach – ale trzymanie ich w jednym miejscu. Bo wtedy możesz taką listę odkleić. Przyłożyć do planu tygodniowego i sprawdzić, kiedy co robić. Dodatkowo, na różnych karteczkach możesz mieć podział na różne zadania. Ja zawsze jedną karteczkę przeznaczam na listę zakupów i zawsze jak sobie przypomnę, że trzeba coś kupić to dopisuję to w tym jednym miejscu. A później jak idę na zakupy, to nie muszę zapominać wziąć całego zeszytu, w którym jest lista, tylko wystarczy, że zapomnę o tej jednej karteczce i zrobię zakupy z pamięci.

Kiedy robisz taką listę zadań pamiętaj o tym, żeby nie przenosić wykonywania zadań z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, a już nie daj chlebie z miesiąca na miesiąc. To jest demotywujące. Kiedy patrzysz na listę zadań, które przepisujesz i przepisujesz, to zaczynasz się zastanawiać, czy wgl jest sens je robić, albo co gorsze, że jesteś beznadziejna w planowaniu i bez sensu te całe listy i te kalendarze. A tak wcale nie jest. Po prostu zrobiłaś sobie za długą rozpiskę na za krótki odcinek czasowy, albo na odcinek, w którym miałaś inne ważniejsze rzeczy niż zacerowanie skarpetek.

Ja osobiście biorę zawsze pod uwagę „miesięczny okres rozliczeniowy”. To oznacza, że wszystkie zadania, które mam zapisane muszę wykonać najpóźniej do końca danego miesiąca. Chyba, że coś wpadnie mi pod koniec i nie zdążę tego zrobić, to nie cierpię katuszy i nie zamieniam się w Wertera, tylko po prostu przepisuję te zadania na następny miesiąc.

 

planowanie-czasu-zarzadzanie-czasem-zaprojectowana-planner-bezbolesna-nauka-planowania
A tak robienie list widza bullet journalistki. To jest oczywiste, że moje listy tak wyglądają, bo wcale nie jest tak, że zapisuję te rzeczy na kolanie i czasami przestają być aktualne po godzinie więc dokładnie i usilnie je wykreślam Dah.

A no i najważniejsza zasada. Pamiętaj. JA tego wszystkiego nie widzę. Jeżeli przekładasz coś z tygodnia na tydzień, to oszukujesz samą siebie, nie mnie.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.